Nie wiem jak Was, ale mnie nie bawią teksty w stylu ,,Facet bez brzucha jest jak kufel bez ucha” albo ,,Piwo to moje paliwo”. Wiem, czym jest otyłość brzuszna i jak skraca długość oraz jakość życia, aczkolwiek zauważam ogromne przyzwolenie na nadwagę i otyłość u mężczyzn w Polsce. Bo czy wyobrażacie sobie, żeby kobieta nosiła t-shirt z napisem ,,Kobieta bez cellulitu jest jak okno bez kitu”? Szybko zostałaby zhejtowana. Za to półki w drogeriach i aptekach uginają się od preparatów na cellulit…

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że zgłaszający się do mnie na konsultacje dietetyczne mężczyźni mają z reguły od 19 do 29 lat. Ich celem jest z reguły redukcja tkanki tłuszczowej, zwiększenie masy mięśniowej i wyrzeźbienie sylwetki. Jeśli są powyżej 30-35 r. ż, to wtedy częściej zależy im na zdrowiu i kondycji, a nie wyglądzie czy masie ciała. Niejednokrotnie przychodzą z polecenia lekarza lub pod wpływem sugestii partnerki.

otyłość brzuszna u mężczyzn

Takiej tendencji nie ma wśród kobiet. Panie chcą być szczupłe oraz zadbane w każdym wieku. Zdają sobie sprawę z konsekwencji zdrowotnych nadwagi i otyłości. Mam klientki w wieku od 10 do 75 lat! I właśnie o dbanie o siebie tu chodzi. O zdrowie, sprawność, wydolność organizmu, estetykę i dobre samopoczucie. Dzięki temu panie w Polsce żyją zdrowiej i dłużej o niemal dekadę (kobiety-81 lat, mężczyźni-73). Średnia życia w Unii Europejskiej to odpowiednio 83 i 78 lat.

Młodzi mężczyźni podchodzą do diety zadaniowo i mają dzięki temu bardzo dobre efekty. Zarówno ich motywacja jak i skuteczność podejmowanych działań jest wysoka.

Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz

Zupełnie inaczej jest w przypadku panów powyżej 30 lat, którzy są najczęściej zapisywani na konsultacje przez żony lub pod ich presją. W takich przypadkach wiem od początku, że to żonie bardziej przeszkadza brzuch męża, martwi się o jego zdrowie i chciałaby, aby odżywiał się zdrowiej, przy czym on nie zauważa problemu. Jeśli uda jej się nakłonić męża na konsultację (nie zawsze się udaje) zawsze przychodzi na nią wraz z nim, aby brać czynny udział w terapii. Oczywiście to świetnie, że żona wspiera męża i również chce zwiększyć swoją wiedzą na temat zdrowej diety. Nie jest jednak dobrze, gdy to ona jest bardziej zmotywowana od partnera, który całym sobą pokazuje, że nie ma ochoty na zmianę i wyglada jakby zadawał sobie pytanie ,,Co ja tu do ch… robię?”.

Facet bez brzucha jak kufel bez ucha

Przychodzi facet do dietetyka…

Jak wygląda taka wizyta? Najczęściej żona pochodzi do tematu bardzo poważnie (słucha, odpowiada za męża, potakuje, notuje, zadaje konkretne pytania). W tym czasie siedzący obok mąż przybrawszy pewną siebie postawę docina trochę mi, trochę żonie, żartuje, kpi, ironizuje, wchodzi w słowo, neguje lub wyśmiewa wszystko co mówię, wyszukuje dziesiątki wymówek, zadaje podchwytliwe pytania lub dopytuje np. czy sama odżywiam się tak, jak zalecam pacjentom (standardowe pytanie), jakie jest moje doświadczenie i ilu pacjentów już odchudziłam, starając się w ten sposób zbić mnie z tropu, wykpić problem lub odwrócić uwagę od siebie. Takie zagrywki nie robią już na mnie wrażenia, jednak wiem jak się to skończy i, że będzie to nasza pierwsza i ostania wizyta. Nie dlatego, że odmówię kolejnej, choć niektórzy specjaliści nie współpracują z niezmotywowanymi i niegotowymi na zmianę klientami, ale dlatego, że pacjent nie zgłosi się na konsultację kontrolną z powodu braku wprowadzenia w życie zaleceń i planu dietetycznego.

Kilka lat temu pojawił się u mnie pan 40+, który wyjątkowo przyszedł sam z silnym postanowieniem przejścia radykalnej metamorfozy (-20 kg). Podczas wywiadu przy pytaniu o motywację do zmiany okazało się, że chce walczyć o żonę, która po wielu latach małżeństwa wręczyła mu pozew rozwodowy oznajmiając, że odchodzi do młodszego i szczuplejszego.

Jest nadzieja w narodzie!

Jednak nie zawsze jest tak ciężko. Współpraca z panami może być bardzo efektywna i zakończyć się happy endem. Zmotywowany meżczyzna jest w stanie bez problemu osiągnąć zakładane cele, nie marudzi, nie zarzeka i nie szuka wymówek, a praca z nim to sama przyjemność. Kilka przemian moich klientów (nie każdy ma odwagę pokazać się w Internetach ;-)), z których jestem bardzo dumna możecie zobaczyć tutaj:

Nie obiecujemy cudów tylko realne efekty

Panowie dbajcie o siebie i pamiętajcie: WIELKI BRZUCH NIE JEST SEXY!

mgr inż. Agnieszka Kopacz, dietetyk